1999 rok, grudzień, plac zabaw na dzielnicy Hales Of Diana.
Śnieg padał tak mocno, że aż nie widziałam, gdzie idę. Miałam wtedy 8 lat. Usiadłam na pobliskim placu zabaw, który otoczony był drewnianym płotkiem, lecz nie było go widać, przez to, co się działo w tamtej chwili. Londyn wyglądał idealnie w zimę. Big Ben był ośnieżony, i padało na niego światło z dołu. Huśtając się na ławce, myślałam co zrobię dalej, by pójść do domu, bo w tej pogodzie go na pewno nie odnajdę tak szybko. Nagle, patrząc się w dół na moje czarne kozaczki, usłyszałam czyjeś kroki. Lekko spojrzałam w lewo i moim oczom ukazał się słodki brunet, z lekkimi pokręconymi końcówkami u włosów. Usiadł obok mnie i zaczął patrzeć się w księżyc, który widniał na czarnym niebie. Nastała cisza, którą w pewnej chwili przerwałam.
- Kim jesteś? - zapytałam ocierając swoje rękawiczki.
- Jestem, jestem, yy.
- Ja jestem Samantha, dla niektórych Sam, a nawet wymyśliłam swoją własną ksywkę, Sammy.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami, jakby nie wiedział co się dzieje.
- Sammy... - odezwał się.
- Tak?
- Jestem Harry. - spuścił głowę w dół.
- Wszystko dobrze? - spytałam.
- Tak, w-wszystko dobrze.
- Hej, czemu się denerwujesz, kiedy do ciebie mówię?
- Nie denerwuję się, tylko po prostu mi zimno.
Zaczęłam się śmiać, że aż spadłam z huśtawki i wlepiłam się w głęboką 'kulkę' śniegu.
Zielonooki szybko wstał i podał mi rękę. Ja otrzepując się, powiedziałam:
Znów we dwójkę usiedliśmy na huśtawkach. Rozmawialiśmy wiele godzin. Szkoda było, że nie mieszkam w tej dzielnicy. Zawsze przyjeżdżam tu na ferie, wakacje, lub w inne wolne dni, bo bardzo dobrze spędzam tam czas. Zatrzymuję się na tam u babci, Ariany. Mam z nią dobre relacje, nawet lepsze niż z matką, bo ojciec nie żyje. Zginął, kiedy miałam 3 lata w wypadku samochodowym. Około 2 w nocy, przyszli po nas opiekunowie, czyli moja babcia i jego mama. Oboje byli zdziwieni naszym wspólnym towarzystwem. Kiedy szłam z babcią do mieszkania, usłyszałam jeszcze wcześniej docinki od jego mamy na mój temat. Byłam wtedy smutna słysząc to, bo kazała nam się nie spotykać. Czy to takie złe, że to jedyny chłopak, który rozumiał mnie w stu procentach?
2001 rok, London, lato, Hales of Diana.
Miałam 10 lat, kiedy znów przyjechałam do Hales Of Diana. Wtedy były wakacje. Ruszyłam od razu w stronę placu zabaw na tej dzielnicy, by odszukać mojego starego przyjaciela. Zobaczyłam go, który huśtał się na tej samej huśtawce, co dwa lata temu. Trzymał patyka i pisał coś na ziemi. Podeszłam wolnym krokiem, a zarazem cichym, aby mnie nie usłyszał. Zobaczyłam, że pisze "Harry longs for Sammy". Uśmiechnęłam się.
- Ja też za Tobą tęsknię - odezwałam się.
Chłopak szybko odwrócił głowę w moim kierunku.
- Sammy! - krzyknął, po czym wstał i mnie przytulił.
Ja i Harry utrzymywaliśmy stały kontakt, mimo że bliscy z rodziny kazali nam zakończyć tę przyjaźń.
2002 rok, London, lato, wybrzeża miasta.
Pamiętam, że to jeden z najgorszych dni w moim życiu. Wtedy wszystko się stało, wszystko straciłam na zawsze. Byłam na wybrzeżach miasta Londynu z Harrym, i chodziliśmy razem po torach. Niby wszystko w porządku, ale było coś, czym się martwiłam. Byłam wtedy zakochana w Harrym, ale ukrywałam to. Nie chciałam niszczyć tego, co przeżyliśmy. W tym miejscu bardzo dobrze się bawiliśmy. Nadszedł czas na odpoczynek. Ja i mój przyjaciel usiedliśmy na kamykach i oglądaliśmy wspaniały zachód słońca. W pewnej chwili przytulił mnie i poczułam jego zapach, który znam już wiele dobrych lat.
- Muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnął się.
- Tak? - uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, bo miałam nadzieję, że to, co mi powie to coś dobrego.
- Ja się cieszę z tego powodu, i mam nadzieję, że ty też będziesz.
- Mów, Harry - popatrzałam w jego zielone oczy.
- Mam dziewczynę.
Tamta chwila była jedną z najgorszych. Coś we mnie pękło. Popatrzałam w dół i moje oczy zaczęły napływać łzami. Twarz okryłam rękoma, wmawiając sobie, że to zły sen.
- Sam, wszystko w porządku? - położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie! Nie jest w porządku! - krzyknęłam, aż 11-latek podskoczył - ja.. ja myślałam, że będzie inaczej, że... poczuję wreszcie radość, którą możesz mi dać od innej strony. Ale oczywiście nie!
- Sa-Sammy? O co ci chodzi? - powiedział zmartwionym głosem.
- O nic, nie musisz tego wiedzieć. - otarłam łzy - lepiej będzie, jak zakończymy przyjaźń.
- Co? Ale Sammy...
- Skończ.
Odchodząc od niego, rzuciłam na tory łańcuszek z inicjałami "S+H", który podarował mi na moje 9 urodziny. Harry widząc to, popłakał się niczym dziecko, którym... był.
Byłam już w domu i pierwsze co, to rzuciłam swoje czerwone trampki gdzieś w kąt, i poszłam do łazienki. Płakałam, i nic nie mogłam na to poradzić. Nie chciałam, aby mama usłyszała, co robię... ale niestety. Usłyszała.
- Wszystko w porządku, kochanie? - usłyszałam głos zmartwionej mamy.
- Tak - odpowiedziałam.
- Wyjdź proszę z łazienki.
Szybko odłożyłam mokry ręcznik, i otworzyłam powoli drzwi. Widząc kątem oka mamę, ruszyłam szybkim krokiem do dużego pokoju, ale w drodze zatrzymała mnie moja matka.
- Samantha! Co jest?
- Nic, mamo.
- Odwróć się, proszę.
No cóż, odwróciłam się. Mama spojrzała na mnie zaskoczona i szybko podeszła do mnie.
- Co ci się stało, dziecko - dotknęła mojego policzka. - kto ci to zrobił?
- Nikt!
- Pewnie ten Harry!
- Nie.
- Dziecko, kłamiesz!
- Proszę cię mamo, przestań.
- Jak mam przestać, nie pozwolę, aby on coś ci zrobił.
- Ale... - nie dokończyłam, bo mamie zadzwonił telefon.
- Halo? Co?
W pewnej chwili mojej mamie upadł telefon na podłogę. Spojrzała na mnie z otwartą buzią. Nie miałam pojęcia, co się stało.
- Maaamo - wyciągnęłam.
- H-H-Harry ... on... nie żyje.
Miałam 10 lat, kiedy znów przyjechałam do Hales Of Diana. Wtedy były wakacje. Ruszyłam od razu w stronę placu zabaw na tej dzielnicy, by odszukać mojego starego przyjaciela. Zobaczyłam go, który huśtał się na tej samej huśtawce, co dwa lata temu. Trzymał patyka i pisał coś na ziemi. Podeszłam wolnym krokiem, a zarazem cichym, aby mnie nie usłyszał. Zobaczyłam, że pisze "Harry longs for Sammy". Uśmiechnęłam się.
- Ja też za Tobą tęsknię - odezwałam się.
Chłopak szybko odwrócił głowę w moim kierunku.
- Sammy! - krzyknął, po czym wstał i mnie przytulił.
Ja i Harry utrzymywaliśmy stały kontakt, mimo że bliscy z rodziny kazali nam zakończyć tę przyjaźń.
2002 rok, London, lato, wybrzeża miasta.
Pamiętam, że to jeden z najgorszych dni w moim życiu. Wtedy wszystko się stało, wszystko straciłam na zawsze. Byłam na wybrzeżach miasta Londynu z Harrym, i chodziliśmy razem po torach. Niby wszystko w porządku, ale było coś, czym się martwiłam. Byłam wtedy zakochana w Harrym, ale ukrywałam to. Nie chciałam niszczyć tego, co przeżyliśmy. W tym miejscu bardzo dobrze się bawiliśmy. Nadszedł czas na odpoczynek. Ja i mój przyjaciel usiedliśmy na kamykach i oglądaliśmy wspaniały zachód słońca. W pewnej chwili przytulił mnie i poczułam jego zapach, który znam już wiele dobrych lat.
- Muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnął się.
- Tak? - uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, bo miałam nadzieję, że to, co mi powie to coś dobrego.
- Ja się cieszę z tego powodu, i mam nadzieję, że ty też będziesz.
- Mów, Harry - popatrzałam w jego zielone oczy.
- Mam dziewczynę.
Tamta chwila była jedną z najgorszych. Coś we mnie pękło. Popatrzałam w dół i moje oczy zaczęły napływać łzami. Twarz okryłam rękoma, wmawiając sobie, że to zły sen.
- Sam, wszystko w porządku? - położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie! Nie jest w porządku! - krzyknęłam, aż 11-latek podskoczył - ja.. ja myślałam, że będzie inaczej, że... poczuję wreszcie radość, którą możesz mi dać od innej strony. Ale oczywiście nie!
- Sa-Sammy? O co ci chodzi? - powiedział zmartwionym głosem.
- O nic, nie musisz tego wiedzieć. - otarłam łzy - lepiej będzie, jak zakończymy przyjaźń.
- Co? Ale Sammy...
- Skończ.
Odchodząc od niego, rzuciłam na tory łańcuszek z inicjałami "S+H", który podarował mi na moje 9 urodziny. Harry widząc to, popłakał się niczym dziecko, którym... był.
Byłam już w domu i pierwsze co, to rzuciłam swoje czerwone trampki gdzieś w kąt, i poszłam do łazienki. Płakałam, i nic nie mogłam na to poradzić. Nie chciałam, aby mama usłyszała, co robię... ale niestety. Usłyszała.
- Wszystko w porządku, kochanie? - usłyszałam głos zmartwionej mamy.
- Tak - odpowiedziałam.
- Wyjdź proszę z łazienki.
Szybko odłożyłam mokry ręcznik, i otworzyłam powoli drzwi. Widząc kątem oka mamę, ruszyłam szybkim krokiem do dużego pokoju, ale w drodze zatrzymała mnie moja matka.
- Samantha! Co jest?
- Nic, mamo.
- Odwróć się, proszę.
No cóż, odwróciłam się. Mama spojrzała na mnie zaskoczona i szybko podeszła do mnie.
- Co ci się stało, dziecko - dotknęła mojego policzka. - kto ci to zrobił?
- Nikt!
- Pewnie ten Harry!
- Nie.
- Dziecko, kłamiesz!
- Proszę cię mamo, przestań.
- Jak mam przestać, nie pozwolę, aby on coś ci zrobił.
- Ale... - nie dokończyłam, bo mamie zadzwonił telefon.
- Halo? Co?
W pewnej chwili mojej mamie upadł telefon na podłogę. Spojrzała na mnie z otwartą buzią. Nie miałam pojęcia, co się stało.
- Maaamo - wyciągnęłam.
- H-H-Harry ... on... nie żyje.


jesli to są wypociny to ja kurwa święta, wiesz? nie piernicz, blog jest zajebisty. mam nadzieję, na dalej .xd
OdpowiedzUsuńAli ;-*